ANGLIA 2001

Tygodniowa wycieczka do Londynu jest w mojej pamięci od dawna, lecz pomału wymazuje się z niej.

Kończyłam drugą klasę technikum hotelarskiego. Tata zabrał mnie na tygodniową wycieczkę autokarową do Anglii. Pamiętam, że w niedzielę wstałam o 4 nad ranem, a po 7 ruszyliśmy z Olsztyna, zdawało mi się wtedy, że przez pół Europy- do innego świata.

Autokar ruszał z serca Mazur w środku nocy zabierając po drodze młodzież i dorosłych. W jednym miasteczku wsiadła wycieczka szkolna ze szkoły podstawowej i to oni stanowili większą część wycieczkowiczów. Po ruszeniu z Olsztyna w dalszym ciągu autokar zatrzymywał się co rusz zabierając kolejnych turystów.

Do granicy polsko-niemieckiej dojechaliśmy dość wcześnie. Niestety ze względu na panującą wtedy chorobę wściekłych krów oczekiwaliśmy kilka godzin w kolejce w raz z innymi, większymi pojazdami ruchu drogowego. Po dotarciu przeszliśmy kontrolę graniczną. Strażnik zabrał paszporty wszystkich pasażerów i wrócił po niedługim czasie oddając naszą własność. Z granicy wyruszyliśmy z mocnym opóźnieniem. W 2001 roku Polska nie należała do Unii Europejskiej, więc na granicy odbywała się weryfikacja odpowiednich dokumentów. Natomiast przez dwie pozostałe granice przejechaliśmy nie zatrzymując się.

Przejazd przez Niemcy, Holandię i Belgię trwał całą noc i pół dnia. Pamiętam czyste miasta w Niemczech, holenderskie kościoły i szybką przeprawę pociągiem do Dover. Autobus wjechał na specjalną platformę pociągu około południa w poniedziałek. Bez wysiadania z autokaru przemieszczaliśmy się pociągiem pod Morzem Północnym (Cieśnina Kataleńska) tunelem la Manche nazywanym Eurotunelem.

Do Londynu dotarliśmy następnego dnia, było już ciemno. Dojeżdżając do Londynu z opóźnieniem starczyło nam czasu jedynie na zrobienie sobie zdjęcia z Tower Bridge nocą. W miejscu, w którym się wtedy zatrzymaliśmy obecnie jest plac zieleni i deptak, wtedy natomiast był to zwykły plac dla autokarów, bez wyznaczonej ulicy czy chodników z kałużami pośrodku.

Zakwaterowanie mieliśmy na domkach prywatnych w jednej z niedalekich od centrum dzielnic Londynu. Było to świetne rozwiązanie. Można było podszlifować swój język. Ludzie, u których mieszkaliśmy byli rodowitymi Grekami. Pamiętam, że byli bardzo mili i wyrozumiali, chętnie siedzieli z nami do późna. Ona robiła bardzo dobre jedzenie a on z wyglądu przypominał Wood-ego Allena i chwalił swojego syna, który jeździł motorem. Reasumując bardzo dobrze nam się trafiło w porównaniu do niektórych naszych współwycieczkowiczów, którym przyszło pierwszą noc spędzić na materacach na strychu. Brrry.

Pamiętam, że się nie wyspałam, i że ciągle padało, i że ciągle miałam katar. Ach ta angielska pogoda.

W przeciągu paru dni zwiedziliśmy Tower of London, zobaczyliśmy defiladę pod pałacem Buckingham oraz przeszliśmy się do pobliskiego parku Św. Jakuba. A także Muzeum Narodowe, Muzeum Madame Tussauds. Odwiedziliśmy Parlament, Katedrę Św. Pawła, Galerię Sztuki, a także Zamek Windsor i Greenwich. Jeździliśmy metrem i angielskimi, dwupoziomowymi, czerwonymi autobusami. Pamiętam kilka spacerów po mieście, w tym jeden, którego część spędziłam w księgarni na poszukiwaniu mang. W jednej z księgarń niedaleko Muzeum Naturalnego pierwszy raz zobaczyłam Alitę :)

Ostatniego dna wyjechaliśmy poza Londyn do Canterbury, gdzie pospacerowaliśmy po mieście i zrobiliśmy ostatnie zakupy przed powrotem do domu.

Dodaj komentarz