BARCELONA 2018

Barcelona to miasto, które można zwiedzać i poznawać tydzień, miesiąc, a nawet całe życie. Trzy doby spędzone w tym mieście utwierdziły mnie w przekonaniu, że zawsze będę tutaj wracać, a może i uda mi się kiedyś tutaj pozostać na stałe…

21/09/2018 piątek
Do Barcelony przylecieliśmy co prawda z godzinnym opóźnieniem, ale na szczęście dolecieliśmy w ogóle. Przy obecnie trwających strajkach pracowników lini lotniczych Rayanair oraz LOT dotarliśmy bez większych komplikacji.
Barcelona przywitała nas ciepłą, ponad 20-stopniową temperaturą, bezchmurnym niebem- po prostu świetną pogodą. Już od pierwszych minut pobytu w Barcelonie- na lotnisku- wyszukałam najszybszego i najbliższego autobusu nocnego przy użyciu zainstalowanych aplikacji w telefonie, czyli Rome2rio oraz TMBapp.
O 1 w nocy dotarliśmy na Plac Hiszpański. Nocne zwiedzanie rozpoczęliśmy od Parku Joana Miro, gdzie stoi rzeźba mozaikowa Kobieta i Ptak. Następnie z powrotem przez plac Hiszpański do Magicznych Fontanny i czterech rzymskich kolumn, przed którymi znajdowała się spora scena na której z okazji festiwalu La Merce miały odbywać się koncerty.
Ulicą Paral-lel kierujemy się do kolumny Kolumba i przez Ra Labla do Bazyliki św. Eulali. Przez Plac Króla i Prac Anioła docieramy do Łuku Triumfalnego w Barcelonie, gdzie również ustawiona jest scena na La Merce.
Docieramy do Placu Katalońskiego, następnie zahaczamy o Casa Milo i Casa Batllo.
O 4 nad ranem żadne budynki nie są już oświetlone. Jednak po Barcelonie chodzi sporo osób. Niektórzy spacerują, inni wracają z imprez, jeszcze inni zwiedzają tak jak my, a jeszcze inni ewidentnie nie mogą spać… Ostatnim punktem na naszej drodze jest Sagrada Familia, która wygląda niezwykle- czerwone kolory niczym komórki ciała, podłużne, nieregularne kształty- to wszystko rzeczywiście sprawia wrażenie organizmu. Sagrada Familia to dzieło, które nie zostało ukończone za życia Gaudiego, ale na pewno cały projekt jest w dalszym ciągu kontynuowany wg jego myśli.
O 5:00 przez tłumy ludzi przedzieramy się na plażę Barceloneta, gdzie nie brakuje Barcelończyków i turystów, którzy nie mogą spać. Obserwujemy wschód słońca, widok na hotel W, surferów o wschodzie… Ten klimat jest niepowtarzalny- jedyny w tym miejscu na ziemi. Cieszę się, że tu jestem.
Na plaży Barceloneta
Wzdłuż deptaku rozciąga się 7 plaż o łącznej długości 6 km, z czego Barceloneta- najpiękniejsza i najbardziej znana jest najdłuższa. We wrześniu cały nabrzeżny ciąg plaż żyje- to miasto w ogóle nie idzie spać. I również my skorzystaliśmy z plaży za dnia. Dwa wschody słońca na plaży to jedno z najpiękniejszych, ciepłych poranków jakie przeżyłam.
Nocą plaże nie zasypiają, żyją swoim nocnym, zwolnionym tempem, by o świcie nabrać rumieńców i ruszyć przed siebie. Plaże to takie jedne z najlepszych atrakcji, a do tego nic nie kosztują. Rozkładasz koc- i już ;)
Po wschodzie i kąpieli morskiej zbieramy się na śniadanie do Marketu Santa Caterina (adres: ), gdzie delektujemy się kanapkami z jamonem i queso, ślimakami i kawką americaną. Jedziemy metrem zobaczyć Sagradę Familię za dnia oraz Camp Nou.
Bazylika Sagrada Familia za dnia
Sagrada Familia za dnia wyglądała jak piaskowe wzgórze pośrodku pustyni. Jednak pustyni dookoła nie zaznamy, gdyż tłumy turystów gdyby tylko mogły waliłyby drzwiami i witrażami. Kolejki i grupki zwiedzających z całego świata ciągnie w to miejsce, aby podziwiać niedokończone dzieło wielkiego mistrza Antoniego Gaudiego. Planowane ukończenie budowy bazyliki ustalone zostało na lata 20126-2028, choć podejrzewam, że ta cała budowa może się jeszcze sporo opóźnić. Wydaje mi się, że od momentu, gdy widziałam ją pierwszy raz w 2006 roku wiele się nie zmieniło…
Camp Nou oferował jedne z najdroższych biletów wejściowych. Jak dla mnie- słabego fana sportu wystarczające okazało się samo zobaczenie stadionu z “ulicy”. Stadion znajduje się po przeciwnej stronie Barcelony i pozostałych atrakcji, można dojechać do niego metrem zatrzymując się na przystanku Palau Reial lub Zona Universitària.
Na 13:00 docieramy do apartamentu na obrzeżach Barcelony.
Punkt 17:00 wyruszamy do Poble Espanyol, gdzie nakręcono finałową scenę filmu “Pachnidło-historia mordercy, a wcześniej zahaczamy o La Rambla Catalunya 34 w której to kamienicy nakręcono horror REC.
Wejście do kamienicy z horroru REC
Wejście do kamienicy z horroru REC – obecnie sklepik :)
Niezwykłym doświadczeniem okazała się wizyta w Pueblo Espanol, Pueblo Espanol to małe zamknięte miasteczko (wejście: 14e) wybudowane już 100 lat temu. Możemy przejść się tutaj średniowiecznymi, hiszpańskimi uliczkami. Łącznie zostało wybudowanych tutaj 117 budynków w stylu hiszpańskim w skali 1:1. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce.
Pueblo espańol – plac główny
Jako, że byliśmy w Poble Espanyol tuż przed zmrokiem to po zmroku dotarliśmy do kościółka na wzgórzu, który w środku miał mały ogród. Niesamowity, mroczny klimat, do którego mogłabym wracać częściej… W Poble Espanol zjedliśmy obiado-kolację w postaci tapasów i z dodatkiem Sangii :) I spędziliśmy miło czas aż do samej nocy.
22/09/2018 sobota
Poranek rozpoczęliśmy od aromatycznej kawy w mieszkaniu i pływaniu w Morzu Śródziemnym.
Plaja Llevant
Plaja Llevant
Po śniadaniu około godziny 11:00 wyruszyliśmy przez dzielnicę El Born i festiwal La Merce do znanego marketu przy La Rambla- czyli La Boqueria.
Występy, w tle Katedra św. Eulalii
To nie był market z dnia poprzedniego, gdyż wszystko było droższe, a ludzi było co niemiara. Zjedliśmy po empanadzie i wypiliśmy po soku orzeźwiającym – zdecydowanie za drogimi.
Drogo, drożej, bardzo droooogo… La Boqueria
Empanadas ze szpinakiem, kurczakiem oraz szynką i serem fetą.
Ten market nie jest typowym marketem bliskowschodnim, bądź polskim. La Rambla do najbardziej znana ulica Barcelony, tutaj wszystko musi być drogie i jak się okazuje nie koniecznie dobre jakości, a ceny nie przyciągają w ogóle. Zakupy lub śniadanie w tym markecie nie mają nic wspólnego z tanim, budżetowym podróżowaniem.
Metrem udaliśmy się w kierunku Parku o długiej nazwie – Park de La Creueta del Coll, z którego podziwialiśmy panoramę całej Barcelony i okolic. Spacerowanie i odnalezienie właściwej drogi na szczyt zajęło nam sporo czasu.
Na szczyt wzgórza Parku del Coll wiedzie kilka ścieżek, ja zdecydowanie polecam tą, która znajduje się na końcu ulicy Carrer de Morato. Choć nie łatwo tutaj trafić, to trzeba wiedzieć, że z ulicy na szczyt wiodą magiczne schodki, które trzeba odnaleźć.
Magiczne schodki
Ze szczytu rozchodzi się genialny widok na całą Barcelonę i okoliczne nabrzeżne wioski. Widać nawet Badalone i kościół Sagrad Cor z Jezusem (takim Jezusem jak w Rio de Janeiro tylko mniejszym), który rozkładając ręce chroni Barcelonę. Niesamowite miejsce w które warto było się udać :)
Pod Parkiem Guell zjawiliśmy się za późno- gdyż bilety zostały już na ten dzień wyprzedane. Piechotką udaliśmy się do nie najbliższego przystanku autobusowego przemierzając jedną z dzielnic Barcelony.
Dotarliśmy do Placu Hiszpańskiego. Przejechaliśmy się windą na samą górę areny byków, skąd mogliśmy podziwiać okolicę.
Metrem przejechaliśmy się do kolejnego centrum handlowego Maremagnum w porcie będącego przedłużeniem La Rambla.
Na 20:30 szybkim krokiem udaliśmy się w kierunku przystanku metra Jaume I, gdzie na ulice wyległy tysiące ludzi chcących wziąć udział w Correfoc.
Correfoc przechodził dwa razy przez ulicę Via Laietana, ciągnącej się od Plaça Antoni Maura do Plaça Antoni López. O 18:30 nie zdążyliśmy, ale na 20:30 dotarliśmy punktualnie szybkim krokiem przemierzając deptak mostu wprost na przystanek metra Barceloneta.
Correfoc to przejście wariatów z ogniami sztucznymi przez miasto. O dziwo podobnych, przypadkowych uczestników nie brakowało. Niesamowite spektrum świateł, mroku, szaleństwa w środku miasta, hałasu ciągnącego się echem przez wiele ulic. Emocjonująca walka dobra ze złem ;) Jedno z najlepszych przeżyć w Barcelonie dostępne dla wszystkich z okazji festiwalu La Merce.
Tłumy oglądające fajerwerki na plaży Barceloneta.
O 22:00 przyjechawszy jedną stację metra udaliśmy się na plaże oglądać wśród tysięcy innych (lub tych samych) ludzi 14-minutowe fajerwerki rozbłyskujące nad Barceloną. Tak przy sangrii zakończyliśmy drugi, hiszpański dzień.
23/09/2018 niedziela
Szybkie śniadanko i ruszamy na plac przed La Boquerią, skąd rusza pochód Castellersów, którzy na placu przed Ajuntament de Barcelona ustawiali wieże. Niesamowite przeżycie!
Punkt 11:30 zjawiliśmy się przed Palau de la Virreina niedaleko La Boqueria, aby uczestniczyć w paradzie Casstellers- ludzi, którzy tworzą wieży. Jest to typowa hiszpańska tradycja sprowadzona do Barcelony podczas festiwalu La Marce. Pochód trwał pół godziny. Wraz z Castellers szły tłumy ludzi, w tym my. Przy akompaniamencie muzyki, krzyków i śpiewów, hałasu ze wszystkich stron ulicą La Rambla przez Avinyó i Ferran przeszło tysiące ludzi. Z tłumu wyróżniały się najbardziej 4 grupy Castellers, które pod dotarciu na Plac Plaça Sant Jaume Plaça równo o 12:00 przedstawiły swoje umiejętności. Każda grupa rozpoczęła swoje zmagania poprzez utworzenie niewysokiej wieży składającej się z trzech postaci. Na podstawie stał mężczyzna, następnie kobiet i na końcu dziecko (około 4-letnie!). Tak stworzona wieża przeszła przez tłum ludzi przez plac pod urząd miasta Barcelona. I tak po kolei utworzyły się 4 grupy.
Następnie z dużymi przerwami każda z grup tworzyła skomplikowane wieże po 6 poziomów. Po godzinie stania wśród tłumów i hałasu wyszliśmy z tego obleganego miejsca. Następnie odjeżdżając kilka stacji metra od ścisłego “drogiego” centrum udaliśmy się na sjestę delektując się hiszpańską kuchnią.
Spacerując La Raval i La Ramblą dotarliśmy do placu Plaça de Sant Felip Neri i ulicy Carrer de Montjuïc del Bisbe, gdzie zostały nakręcone fragmenty filmu “Pachnidło”.
Przed 19:00 dotarliśmy do Parku Guell, który skradł moje serce.
Park Guell znajduje się na obrzeżach Barcelony, ale jednym autobusem jesteśmy wstanie dojechać do celu. Park we wrześniu był zatłoczony i trzeba było z wyprzedzeniem kupić bilety – najlepiej przez internet, wtedy uzyskamy niewielką zniżkę. Park czaruje kolorami i regionalnymi elementami, mozaiką i niezwykłymi połączeniami charakterystycznymi dla Gaudiego. Odwiedzenie Parku Gauell to niesamowite przeżycie dla pasjonatów sztuki, modernizmu i nowoczesnych rozwiązań. Park Guell ma mocny, niepowtarzalny charakter, typowy dla hiszpańskich rejonów.
Wieczór spędziliśmy na plaży żegnając się z Barceloną…
Porady:
Aplikacje Rome2rio oraz TMBapp – Dzięki pierwszej z tych aplikacji można znaleźć dowolny przejazd w dowolnym miejscu na świecie- przedstawione przejazdy pokazują środek transportu (autobus/metr/tramwaj/taxi/uber), dokładne miejsce w których znajdują się przystanki z mapą, liczba pośrednich przystanków z nazwami, szacowaną ceną oraz czas dojazdu (cena 6,80e). Podobne wyliczenia oferuje TMBapp, ale tylko dla miasta Barcelona. Podczas całego pobytu z obu aplikacji korzystałam równie często.
Pamiątki z Barcelony– przepiękne mozaikowe zwierzęta lub miseczki to zdecydowanie najlepsza pamiątka z tego miasta :)
Bilety– wybraliśmy zakup biletu na trzy doby Hola Barcelona, cena to 20e za bilet kupiony przez internet i wydrukowany w automacie metra.
Bilet Hola Barcelona- trzy doby

Dodaj komentarz