BELGRAD 2016

Gdy weszłam pierwszy raz na dworzec Keleti w Budapeszcie kilka miesięcy przed wyjazdem do Serbii pierwsze na co zwróciłam uwagę to artystyczne malowidła w jednym pomieszczeniu oraz obdarte ściany w drugim. Pierwsze pomieszczenie jest dla zwiedzających, drugie dla zwyczajnych podróżnych i tutaj od razu zwróciłam uwagę na rozkład jazdy i Belgrad na liście odjazdów. Od razu wiedziałam, że muszę tam pojechać. Tylko kiedy?

Serbia! Węgry! Sierpień! Plaże, zwiedzanie, festiwale.

Przygotowania
Mapki Googlowe zrzuty ekranu z trasami – zrobione. Hotele zabookowane. Bilety posprawdzane. Pieniądze wyliczone i wymienione na odpowiednią ilość franków i euro. Plan to brak planu szczegółowego! Plecak spakowany, szczoteczka do zębów spakowana, kanapki zrobione, więc można ruszać ;-)

Polska – Węgry.
Wstawanie w środku nocy dla wielu nie należy do codziennych obowiązków. Gdy przed drugą zadzwonił budzik pomyślałam, że znów ustawiłam go na złą godzinę i poszłam spać dalej. I cały plan zawalił się jak domek z kart. Miałam zakładkę trzech godzin w Warszawie. Opłacony polski bus nie odbierał telefonów, nie poczekal również pięciu minut, pomimo łączonych przejazdów. Następnie: dworzec kolejowy w Mławie rozstał zaprojektowany z takim rozmachem, że od dworzec od odpowiedniego peronu dzieliło około 10 minut. I pomimo, że byłam przed czasem na przystanku, nie miałam szansy dostać się na właściwy peron w wyznaczonym czasie… Brava dla projektantów dworca PKP w Mławie, tylko czekać aż całkowicie ludzie przestaną korzystać z tego środku transportu… Bilet na pociąg kupiony, 30 zl od osoby w plecy… a tu info, przesiadka w Modlinie….  Ale już w Warszawie obyło się bez większych problemów o ile nie licząc deszczu, który jak zaczął padać o 6 w Warszawie tak przestał dopiero w Budapeszcie jakieś 13 godzin później. Po dotarciu metrem na Wilanowską, skąd odjeżdżał nasz kochany polski bus od razu w tempie błyskawicznym przypomniało mi się, dlaczego za każdym razem, gdy kupuje bilety na pb są to zawsze ostatnie bilety, a później się skuszam i kupuje znów…  Do autokaru wsiadła rodzinka z rozpieszczonymi dzieciakami, które, jak to dzieci, nie muszą być nauczone kultury osobistej, ani nie były uciszane i było im pozwalają na wszystko. Piękne nam pokolenie rośnie…  Po za tym nigdy nie zrozumiem jak można zabrać w tak daleko podróż  małe dzieci,  do tego nie wychowane i potrafiące tylko w kółko powtarzać pikaczu i MacDonald!?  Mam wrażenie że w natknęłam się na patologię i imbecylizm najwyższego stopnia.
W Budapeszcie już na spokojnie na wcześniej kupionym bilecie dotarłam z dworca metrem M zielonym na Kieleti. Bilety na metro / tramwaje /autobusy i prawdopodobnie promy. Najlepiej kupić box 10 sztuk.

Dworzec Keleti
Dworzec Keleti

Hotel Hid – Budapeszt.
W Budapeszcie wstępnie byłam jedną noc. Wybrałam hotel tani i blisko dworca Kieleti. Co mnie bardzo zdziwiło,  pomimo swojej taniości hotel okazał się strzałem w dziesiątkę. Jedna nic dla dwóch osób kosztowała ok 26 euro. Duży pokój z dwoma dużymi łóżkami, łazienka, aneksem, była nawet lodówka! Była to wyjątkowo niska cena jak na takie dobre warunki i w miarę dogodną lokalizacją. Tym bardziej, że jest środek wakacji i di tego zaczynający się Festiwal Sziget na pewno podnieść ceny w wielu miejscach w stolicy Węgier. Spokojnie mogę polecić Hotel Hid :-)

Bilety Budapeszt – Belgrad.
Odkąd dowiedziałam się o takiej relacji od razu chciałam pojechać dalej na południe. W kwietniu nie było to możliwe, ale było już w zasięgu ręki w sierpniu, gdy kupiłam kolejne bilety do Budapesztu. Bilety di Belgradu kupiłam na dworu Kieleti wieczorem o 22, na dzień przed planowanym wyjazdem. Była mała kolejka do okienek kasowo – informacyjnych w porównaniu z następnym porankiem. Dwa bilety w obie strony kosztowały łącznie 52 euro, w przeliczeniu na forinty – 16380, czyli o jakieś 3500 mniej niż wstępnie zakładałam. Pani w okienku mówiła świetnie po angielsku. Dla pewności dwa razy, powoli wytłumaczyła, jakie informacje znajdują się na bilecie. Mianowicie ilość osób, cena, druga klasa oraz co bardzo ważne- jest to bilet miesięczny na dowolną ilość przejazdów w jedną i drugą stronę. Przed kupnem biletów wymieniłam jeszcze 20 euro u konika przed wymiana walut i po przeliczeniu naprawdę, wyszłam na tym 700 forintów do przodu. Pieniądze były prawdziwe ;-) Następnego dnia rano pociąg planowo miał odjechać o 8:05, lecz z nieznanych mi powodów miał godzinne opóźnienie. I zamiast (prawdopodobnie) być postawiony na tor 12 (po prawej stronie od głównego wejścia) odjeżdżał z toru 6. Po czym: ruszył, zatrzymał się, cofnął na inne torowisko, ruszył do przodu, zatrzymał się, cofnął znów na tor 6, postaliśmy ok 10, po czym ruszył nareszcie w kierunku Serbii ;-) Te dziwne przejazdy były prawdopodobnie spowodowane dezorganizacją ruchu w przypadku akurat tego opóźnienia. Ruszyliśmy z ponad godzinnym opóźnieniem. Pociąg przejeżdżał przez Szabadszállás,  Soltszentimre, Balotaszállás. Fotele były dość wygodne, a pociąg zatrzymywał się na wielu przystankach. Krajobrazy podobnie jak w Polsce. Na granicy węgiersko – serbskiej w Kelebni sprawdzali paszporty, trwało to około 15 minut. Przez pociąg od końca szły trzy osoby ze straży granicznej. Na następnym przystanku straż graniczna, tym razem serbska, również sprawdzała paszporty i przybijała w nich pieczątki wjazdowe. Po serbskiej stronie mało przystanków. Bpgac-vrbas po serbskiej stronie o 14:30.

Z niewielkim opóźnieniem pociąg dotarł do stolicy Serbii. Przywitał mnie upał i zachmurzone niebo z którego sączył się kapuśniaczek. Na dworcu w ciut wyższej cenie można było wymienić euro na dinary serbskie. Niedaleko dworca można było natknąć się na wielu uchodźców syryjskich, co uderza znacząco, gdyż, wiadomo, alby przebić się do Węgier ci ludzie potrzebują zapewne właściwych pozwoleń. Taki początek na pewno odrzuca i trzeba trzymać swój bagaż blisko. Po bombardowaniu w 1999 wiele budynków w mieście stoi cały czas nieukończonych. Te miejsca jak zauważyłam stały się miejscem stałego pobytu uchodźców i bezdomnych, którzy dalej nie wiedzą co ze sobą zrobić. Omijając okolicę dworca dostałam się w kierunku hotelu Moskwa, w okolicach którego można było zakupić pamiątki putinowskiej różnej maści. Nie powiem, ciężko było znaleźć hostel, w którym wykupiłam łóżka, tym bardziej, że zaczęło padać coraz mocniej. Dopiero po powrocie do domu sprawdziłam dokładnie na mapach googlowych jak to się stało, że nie trafiłam po prostej linii do hotelu, gdzie ceny zaczynały się już od 6e. Otóż okazało się, że ścieżka wyznaczona przez google prowadziła wąskimi uliczkami, niczym chodnikami, które były tak naprawdę korytarzami- i częścią budynków. I dlatego pierwszy spacer pomiędzy dworcem a hostelem został wykonany łukiem wraz z zahaczeniem o główną ulicę starówkową. I tak oto po około 30 minutach dotarłam do Belgrad Modern  Hostel przy ulicy Makedońskiej, który okazał się świetnym miejscem na kilka nocy :)

Po zostawieniu bagaży wybrałam się już w pełnym deszczu na spacer po starówce w poszukiwaniu jakiegoś spokojnego miejsca, aby napić się kawy/piwa. Całkiem zabawne okazało się, że najpopularniejszym tutaj piwem jest piwo o nazwie Jeleń :D Niedaleko starówi znalazłam sklep spożywczy, coś a`la nasza polska biedrona w celu zakupu jakichś drobiazgów.

Prawdziwe zwiedzanie zaczęło się dnia następnego, piękna pogoda. W środku dnia przez cały pobyt temperatury zbliżały się do 35stopni, co było ogromnym zaskoczeniem. Po świetnym śniadaniu w Coctail Bar wybrałam się przed siebie w poszukiwaniu wypożyczalni samochodu (ostatecznie nie wynajęty). Przy okazji znalazłam kilka pięknych, spokojnych miejsc.

 

Graffiti, Belgrad
Graffiti, Belgrad

Następnie nogi poniosły mnie w kierunku Starówki, gdzie o wczesnej porze (piątowej) nie było wielu przechodniów. Starówka odznaczała się pięknymi budynkami. Zdecydowanie odnowionymi w przeciągu ostatnich, niecałych dwudzistu lat. Na każdy rogu można było zakupić jakieś pamiątki, niektóre były wyjątkowo moskiewskie- bądź jak kto woli- putinowskie :)

 

Na końcu Starówki po przejściu przez linię tramwajową nr 2, która oplata całe towarzykie centrum Starego Belgradu, dochodzimy do parku, z którego roztacza się przepiękna panorama na Nowy Beograd oraz Dunaj.

 

Po przejściu przez park od strony zachodnio-południowej można dojść do twierdzy o nazwie Kalemegdan, samo jej obejście i pozachwycanie się widokami na wyspę, morzę, Dunaj zajmuje trochę czasu. Do tego park, który otacza twierdzą- daje nam całe, miło spędzone popołudnie.

 

 

Na starówce trwała właśnie jakaś odważna kapmania antypolityczno-antygospodarczo-antykościołowa-antyunioeuropejsko-anty… itd. :) Serbów bawiły komiksy, mnie nie za bardzo, zapewne dlatego, że prawie nic nie zrozumiałam :)

 Jeden z wielu zakamarków na Starówce.

Budynki ozdobione były wieloma malunkami z przesłaniem…

Odpoczynek na ławeczce z widokiem na panoramę miasta i wieżyczkę kościoła :)

 

Parlament w Belgradzie i ja :)

Jedna z najbardziej popularnych i obfotografowanych restauracji belgradzkich. Ach te parasolki – przychodzi mi na myśl Totoro :)

Sierpniowy zachód słońca nad Nowym Belgradem.

W tle Nowy Beograd i zmierzch.

Czerwona synagoga, a raczej jej fragment :)

Ogromna reklama Huawai i Robert Lewandowski na pierwszym planie przy wielkim placu, niedalego kościoła św. Savy.

Cerkwia – Kościół sw. Sawy – kościół prawosławnych. Kościół powstał na miejscu spalonego w XVI wieku kościoła. Nowy w dalszym ciągu jest nie ukończony. Miałam wrażanie, że jest on miejscem przyciągającym wielu pielgrzymów a już na pewno wycieczki, w tym te rosyjskojęzyczne. W kazdym razie cerkiew ta jest zdecydowaniem jednym z najbardziej rozpoznawalnych i odwiedzanych miejsc w Belgradzie.

 

Budynek po bombardowaniu NATO chińskiej ambasady wciąż stoi pusty:

Serbskie stonehenge w Ada Ciganlija, niedaleko plaży.

Cudna plaża, najlepsze opalanie w moim życiu- nad Dunajem, kto by pomyślał :P

Konkursy, takie same jak w Polsce :P Mam wrażenie, że  spore firmy inwestują tylko w jedną kampanię marketingową, która odpowiednio wygląda tak samo w każdym kraju :) Trochę to nudne…

Belgrad nocą.

Twierdza Kalemegdan nocą.

Parlament o świcie.

Takie autka to tutaj bardzo spotykane pojazdy :)

Odpoczynek w parku niedaleko czerwonej synagogi.

“Do trzech razy sztuka :P” Drugie w tym roku spotkanie z Caroline z Kanady:)))

W parku studenckim. Tuż obok jest KFC, gdzie serwują dania jak w normalnym KFC, lecz porce są co najmniej o połowę mniejsze :)

Szkoła na obrzeżach Belgradu.

Jedna z wielu zapomnianych ulic po bombardowaniu. Niektóre ulice i budynki były całkowie opuszczone i przeplatały się na przemian z nowymi budynkami, nowo wybudowanymi domami a nawet pałacykami…

Szkolne graffiti :)

Kościół niedaleko ul. Francuskiej.

“Spotkajmy się pod koniem” :)

W drodze na plaże marzenia nabierają innego wymiaru :)

Plażowanie z iberostarem pod głową :)

Praca marzeń :)

Dworzec kolejowy Belgrad

Przystanek tramwajowy naprzeciwko dworca, i kibicowanie “naszym” na IO w Rio :)

O świcie

Bilety Budapeszt – Belgrad

Dinary serbskie

Karty miejskie jedno dobowe – cena około 12 zł.

Dworzec kolejowy Belgrad.

 

Budapeszt +

Most Łańcuchowy :)

Zamek

Odpoczynek w parku niedaleko gumisiowego zamku i placu bohaterów.

Młodzież z Festiwalu Sziget – z rozstawionymi namiotami :)

Na zamku.

Plac Bohaterów.

Widok na Dunaj i Parlament.

Parlament w Budapeszcie.

Most Łańcuchowy w Budapeszcie.

Panorama Budapesztu.

Kościół św. Trójcy.

Baszta Rybacka.

Dodaj komentarz