Autostrada w Niemczech

EUROPA 2011

Znalazłam kolejny sposób a tanie podróżowanie, a przy okazji z korzyścią dla finansów domowych. Kierowca międzynarodowy, to zawód w który, owszem można zobaczyć dużo, o ile widoki, góry, morze to dużo, to tak, zobaczyłam można nawet bardzo dużo :)

#1 Alpy francuskie 30/07 – 05/08/2011

Mój pierwszy wyjazd to Alpy francuskie cudowne, niesamowite, mega po prostu. Mega!

#2 Słoneczna Italia 16- 25/08/2011

Wyruszyłam wczesnym rankiem, aby dotrzeć przed południem do Opola, później Czechy- Słowacja- Węgry, około północy dotarłam do Słowenii, gdzie nocowałam. Cały następny poranek przemierzałam Słowenię, a dzień- Włochy. Kierunek- Bari, a dokładnie- dół obcasa – Taranto.

Wstawanie o poranku, w środku wakacji i do tego o 3:00. Cel: dół Włoch i weekend nad Adriatykiem.

Około 5 znalazłam się już niedaleko Płocka- pierwsze śniadanie, korek do Tomaszowa- pierwsze promienie słońca.

W samo południe przekroczona została granica polsko- czeska. Na pobliskiej stacji zatrzymałam się na kawę. Była tutaj para, która łapała stopa w głąb Polski. Autostop- najlepsza forma podróżowania :)

Czechy przywitały mnie zabawnymi nazwami i tablicami- miejscowości, rzek, reklam.

Na Słowacji zaskoczyły mnie góry, przepiękne małe góry, w których nigdy nie byłam. Po przebyciu kilku zboczy wyleciełam na autostradę i ogólnie całą Słowację przejechałam dość szybko i po dwóch godzinkach byłam już w Bratysławie, na wylocie na Madziary.

Zamek Bratysławie o zachodzie słońca

Na Węgry wjechałam pod wieczór. Na Madziarach czuć wszystkie zapachy- te niechciane zapachy, czuć było, jakby wszystkie nieczystości zachodniej Europy były spuszczane własnie tutaj. Mam wrażenie, że jednej z większych miejscowości- Shombatelly- nie zastała tak nazwana przez przypadek. Dodatkowo na drogach przeróżne wzory malowane były przez budowlańców dla zatajenia wszelkich dziur i Bóg jeden wie, czego jeszcze.

Słowenia- zimny i rześki poranek. Kawa. Chleb kupiony na stacji benzynowej. Mgły. Góry. Nowa autostrada, nawet nie zauważyłam, kiedy na horyzoncie pojawiła się Lubliana. Powietrze było gorące i czułam jakbyśmy byli bliżej słońca, jak nigdy wcześniej.

Droga na Słowenii

Około południa w końcu wjechałam do upragnionych Włoch i pierwszego celu tej wyprawy, do którego zostało jeszcze około 1000 km. Był to gorący i słoneczny dzień. Woda szła litrami, a włosy wysychały w parę minut, klimatyzacja nie wypracowywała normy.

Droga we Włoszech

Późnym popołudniem wzdłuż drogi ustawiało się coraz więcej aut- to Włosi powychodzili z biur i wyszli na plaże. Dość niebezpiecznie i wąsko było tędy jechać, niedługo później, tuż przed wyjazdem na autostradę zjadłam jedną z najlepszych pizz na świecie w małej lokalnej pizzerii. Około północy dojechałam na sam dół włoskiego obcasa, pod Bari, o tej nocnej porze psy wylegiwały się na środku rond, wyglądało to jak koniec świata. Drugiego dnia okazało się, że obudziłam się w samym środku gorącego wybrzeża, gdzie zwykły nawiew nic nie dawał i do temperatury powyżej 30-sto stopniowej trzeba było się przyzwyczaić od zaraz. Po południu zatrzymałam się nad wybrzeżem Taranto- był piątek popołudniu, plaża pełna. Znaleźnemu świetne miejsce do nurkowania, niestety- zapomniałam maski do nurkowania :( Ale woda była bardzo przyjemna, ciepła i bardzo zasolona.

Na nocleg zatrzymałam się na wybrzeżu, dosłownie ze dwa kilometry pod Bari. Wybrzeże skalne, ciepłe powietrze, nic więcej już nie potrzeba. Do wieczora na małej plaży imprezowali głośni Włosi, o dziwo niektórzy wstali wcześniej od nas, część wróciła samochodami do domu, inni spali w w jaskiniach wykutych na garaże dla łódek i skalnych pokojach, inni w namiocie.

Zatoczka we Włoszech

Sobota. O wschodzie wskoczyłam do wody, dno wyłożone było ostrymi kamieniami. Do dziś mam pamiątkę na kostce po tamtej kąpieli. Ruszyłam na północ, zahaczając o kolejną plażę, na której spędziłam około dwóch godzinek było to przyjemne popołudnie, plażowanie i odpoczynek.

Następnie zanurzyłam się w Apeniny. Najpiękniejsze miasteczko górskie jakie minęłam- Antradoco, coś niesamowitego. Domy 500-letnie, zachowane w świetnym stanie jak na swój wiek, tamtych regionów niedosięgła nigdy żadna wojna.

#3 France 28/08- 02/09/2011

Jedno z najpiękniejszych wspomnień. Niedaleko Macon jest przepiękna mała miejscowość, a raczej wieś, w której mieszka naprawdę niewiele osób. Znana jest z miejscowej wytwórni, w której zapewne pracuje połowa ludzi zamieszkującej region. Znana byłaby również w naszym kraju, gdyby tylko Polacy bardziej interesowali się importem i eksportem swoich ulubionych produktów. Ale do rzeczy. Szukając owego magazynu, owej fabryki w owej miejscowości trafiłam do niesamowitego, magicznego miejsca, mianowicie do starego, opuszczonego domu francuskiego. Brama została wyważona już dawno temu, nie było po niej śladu. W podwórzu stał stary kasztan, liście na nim- ogromne, jakby paro letnie, przeżółknięte, przezłocone, leżące wszędzie dookoła. Głębiej poidła dla zwierząt, zakamarki, mur i wejście po schodach, do domu. Do domu pustego, opuszczonego, samotnego. Zapomnianego przez wszystkich.

To tutaj spotkałam jednego z nielicznych (których mogłabym wyliczyć na palcach jednej dłoni) miłych mieszkańców francuskiego narodu, który wskazali właściwą drogę do miejsca, firmy o nazwie, która składała się z dwóch słów. Pierwsze to nazwa owej miejscowości, a drugie to nazwa owego kraju…

#4 Around 4-12/09/2011

 

#5 Krótki wyjazd 20/09/2011

Niemcy wzdłuż i wszerz. Odwiedziłam Akwizgran, widziałam wspaniałą katedrę, przejechałam niedaleko Kolonii i Monachium. Zahaczyłam o Francję i przez Belgię, Holandię i Niemcy szybciutko do domu. Jadąc nocą widziałam całe mnóstwo małych, białych, głupich królików, które chętnie wskakiwały pod koła aut. To był szybki, bardzo męczący wyjazd.

Wschód słońca, Niemcy
Wschód słońca, Niemcy

#6 Francuska jesień 23-27/10/2011

Po ciężkiej nocy i późnym poranku góry wynużają się z ponad łąk. Towarzyszy im mgła. Panuje nad domami, lasami, polami, otacza każdą górę, każde wzniesienie niczym szal damę.

Poranek jest chłodny i złoty. Żywe kolory nie wskazują na zapadające w sen zimowy drzewa. Wyglądają raczej jak w środku sezonu, to chyba ich najlepszy okres.

Na polanie widzę puchate kulki, to owce, dalej krowy i konie. Wszystkie mokną, wyglądają jakby uwielbiały tą porę roku.

Drogą podąża wiele samochodów. Robi się korek i tak, ciurkiem jazda trwa około 2 godzin. O 8:55 jak za machnięciem magicznej różdżki wszystkie auta znikają, a ich właściciele zaszywają się w biurach w oczekiwaniu na sjestę o godz. 13:00, bądź też wcześniej.

W radio co rusz słychać wesołe, francuskie pląsy, jakąś starą angielską piosenkę lub dobrze znany utwór Robbiego Williamsa wykonany specjalnie dla francuskiego narodu- w ich ojczystym języku. Ale najbardziej lubię słuchać spokojnych wykonań (Imany! Do Polski na słuchanie Imany moda dotarła dopiero rok później), które można usłyszeć tylko w tej części świata, które są typowe dla tego regionu- świetne do jazdy.

Dochodzi 11:00. Mgły już pomału opadają, a z pośród gór wyłania się dolina. Deszcz wciąż pada, czasami ustępuje, przyspiesza i zwalnia, niebo zrobiło się ciemne- istna angielska pogoda. Teraz jedynie drzewa w oddali- o odcieniach burgundu- dodają osłoniętym drogom urody.

Jedę dalej. Krajobraz zmienia się. Pomiędzy miasteczkami zauważyć można wycinkę drzew. Długi bale poukładane w wielkie stosy wpasowują się w tło leśne. Przypomina mi to Austrię, gdzie niektóre regiony żyją i utrzymują się tylko z wycinki drzew.

Na wysokości 1004 m. n. p. m., znajduję się niedaleko La Petit Bachaude. To tutaj w otoczeniu krów powstało jedyna w swoim rodzaju pole golfowe z widokiem na Szwajcarskie Alpy. Jedyne słowo jakie przychodzi mi teraz do głowy to po prostu “luksusowo”.

 

#7 Po Europie 01-12/11/2011

Pobudka o świecie. Ciepło. Promienie słońca rozchodzą się z gór. Austria. Cudownie.

Godziny poranne. Słońce jest już wysoko i wydaje się, że to nie 2 listopada, a 2 lipca. Jestem wysoko w górach, pędzimy autostradą przeskakując z tunelu do tunelu. Jadę przez gęstą mgłę, wpadam do tunelu, a na jego końcu widać jasne światło, wyjeżdżam w pełne słońce. Z lewej strony przepaść, z prawej – przepaść. Dokoła austriacka jesień, kolory burgundu i zieleni. Na każdym wzgórzu warownie, zamki, pałacyki, opuszczone, zapomniane. To właśnie Austria.

Znajduję się niedaleko Admont… kryjący w sobie największa bibliotekę na świecie…

Około godziny 17 robi się ciemno, a jezdnia węższa, nadchodzi zmęczenie. Szukanie właściwej drogi na Monachium staje się męcząc i uciążliwe. Ciemno. Las, Wąska droga, czy przypadkiem nawigacja nie pomyliła drogi? Lecz widzę odpowiednie znaki. Do granicy już niedaleko. I moim oczom ukazuje się Burghausen. Już noc, pomimo to- miasto świeci ze wszystkich sił.

3 listopada. Środkek niemieckich gór, gdzieś pod Ulm. Kierunk: Francja. Slalom wąskimi, mocno nachylonymi drogami to nie tylko mój problem, nie tylko z samochodem, hamulcami, ale tym bardziej dla tirów kilkudziesięciu-tonowych które również się tu wspinają.

 

Z 3 na 4 listopada nocą przemierzam setki kilometrów przez Francję. W dzień pełne ulice- po zmroku pustoszeją. Kierowca chłodni wchodzi za szybko na rondzie, gubi ładunek, przysnął. Drogi w lesie pokryły się liśćmi, a deszcz przykleił je do jezdni. Deszcz pada i pada, chyba całą noc.

W piątek 4 listopada w środku dnia dojeżdżam do Paryża, na Expo i spędzam długi weekend niedaleko pod miastem. Miastem z domkami i małymi firmami, z parkiem, polem golfowym, oddzielnymi drogami dla autobusów i służb miejskich i paroma sklepami w centrum. Mieszkańcy przypominają mi orwellowską społeczność z książki mojego rocznika- sztuczni, pozbawieni uczuć ludzie, jedynie Chinka u której kupuję ręcznie robione torebki na ramię, dla siebie i siostry- uśmiecha się życzliwie. :)

Paryż
Wjazd do Paryża od strony południowej

Poniedziałek. 7 listopada. Wieczorem około godz. 22 dojeżdżam do małej firmy, cała dzielnica zamknięta na cztery spusty, nawet psy nie szczekają. Zastanawiam się, gdzie się zatrzymać, aby rano nie mieć daleko i wtedy całkowicie niespodziewanie, pojawiają się pracownicy, podjeżdżają busem + domek kempingowy. Rozmawiam z nimi, a oni że nie ma problemu, że mogą robić rozładunek i podpisać dokumenty. I tak też robią. O 22. Francuzi. Pracują. Szook. To własnie jedni z tych nielicznych młodych i pracowitych Francuzów, którzy robią coś dla siebie i dla innych, nie ważne, czy się jest z tego samego kraju czy innego.

Francuzi… Większość, których spotkałam i z którymi miałam przyjemność lub nieprzyjemnością rozmawiać byli oschli i dumni i bardzo pyszni. Przebywając w tym kraju łatwo można się domyślić, co tak naprawdę miała na myśli Anna Maria mówiąc do głodującego narodu ” Niech jedzą ciastka”. Są pyszni i leniwi, wiele prac fizycznych wykonują za nich obcokrajowcy, co widać bardzo wyraźnie- kolorystycznie. Czarni i młodzi wylewają asfalt na drogi, jeżdżą ciężkimi maszynami; biali i starzy natomiast pochylają się nad mapami głośno się śmiejąc. W ten sposób buduje się drogi we Francji. Ktoś, kto na co dzień mieszka we Francji nie widzi tego, co ja widziałam będąc tam pierwszy raz. Często miałam wrażenie, że prawdziwym Francuzom z krwi i kości nic się nie chce, że mają od tego roboli, których sprawdzili sobie z odległych zakątkach świata. Niektórzy ciężko pracują, aby coś osiągnąć, inni stają się tak męczący, że dają im specjalne zasiłki i wyrzucają na obrzeża miast (Cyganie).

Co do rozmów telefonicznych- często rozmawiałam z ludźmi – Francuzami, którzy na odwal wykonywali swoją pracę niecierpliwie czekając na przerwę, często na mój łamany francuski odpowiadali “Ży ny se pa”, co było mega śmieszne- dzwonisz do firmy z konkretnym zapytaniem, a łepek nie wie… Albo z zapytaniem: “Do you speak english”? I słyszę w odpowiedzi dobrym angielskim: “I`m really sorry, I don`t. Bey” i szybko się rozłącza. _-_ Albo ktoś, kto odbiera telefon zaczyna nawijać od razu po francusku i żadne z tych słów nie są ani bonżurem, ani nazwą firmy do której dzwonię, ani imieniem czy nazwiskiem mówiącej osoby, mogły być jedynie wyzwiskiem… Tylko raz w sumie zdarzył mi się człowiek, który z pełną powagą podszedł do pracy, na zadane przeze mnie pytanie (w języku angielskim), opowiedział, że nie zna odpowiedzi, po czym powiedział, że zaraz zadzwoni do klienta i się go zapyta. Po czym wziął drugi telefon i zadzwonił. Wyraźnie słyszałam całą rozmowę w języku francuskim i byłam pod wielkim wrażeniem- że tacy nieuprzedzeni do Polaków i przesympatyczni Francuzi- naprawdę gdzieś tam w tej Francji istnieją.

Wracając do podróży.

Poniedziałkowy późny wieczór, już prawie wtorek, i wtedy zdaję sobie sprawę z tego, że jestem bardzo bliziutko od najpiękniejszego miejsca we Francji, które kiedyś odwiedziłam, w której znajduje się opuszczony dom z wielkim kasztanem na podwórzu. Ponad 60 km to za daleko na nocną podróż i za ciemno.

Wtorek rano. 8 listopada. Zmierzam prosto na Luksemburg, aby wymienić się samochodami z innym kierowcą. Jego auto ma problemy. Powyżej dwóch tysięcy obrotów automatycznie gaśnie. Ruszam do Polski.

Przemierzam jeden z najpiękniejszych winiarskich regionów francuskich, mimo wszystko- o tej porze roku- wygląda nieciekawie. Dodatkowo niebo zachmurzone, wieje silny wiatr, liście włóczą się szukając spokojnego miejsca na zimę. Deszcz pada od czasu do czasu. Jest zimno.

 

9 listopada. Wybija 00:00 i auto kolegi umiera. W najmniej odpowiednim miejscu, o nie właściwym czasie, za autem ustawiają się samochody, tiry, nie wyprzedzą nas, to zwężka na autostradzie spowodowana remontem, do tego pod górkę. Prawie godzinę czekam na assistance, Niemiec mówi, że pompa, może rozrusznik, od ręki tego nie zrobi. Cały dzień czekam w salonie w Wetzlar. Obi niedaleko… Naprawa potrwa dwa dni, które spędzam w hotelu…

 

Best Western Hotel w Wetzlar. Chodziłam po sklepach, po jakieś dobre jedzonko, oglądałam niemieckie programy typu polski “pirat drogowy”.

W piątek 11 listopada po południu, Niemcy pracują, a ja w kierunku Polski, o północy przekraczam granicę. W Polsce wracają problemy z samochodem, ale na szczęście bez większych utrudnień- późnym popołudniem docieram do bazy i do domu…

Odwiedzone kraje: Niemcy, Francja, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Włochy, Austria, Luxemburg, Holandia, Belgia.

Prędkość
Prędkość

Dodaj komentarz