PODLASIE 2018

Podlasie – na dobry sen i po świetny bimber. I do tego oryginalna, lokalna społeczność polskich Tatarów- te trzy elementy sprawiają, że Podlasie wcale nie jest takie jak o nim memy opowiadają.
Piątek
Wyruszamy wczesnym świtem z niewielkim opóźnieniem z Ciechanowa. Wesoły autokar do pierwszego miejsca zwiedzania dociera około godziny 12:00. W Tykocinie, dawnej zbrojowni, już czeka na nas podlaski przewodnik rodem z Supraśla.
Zwiedzanie zaczynamy od tutejszej synagogi i muzeum. Echo po synagodze rozchodzi się fatalnie i niestety nie słyszę nawet połowy z opowieści przewodnika. Synagoga przypomina mi tą widzianą w Grodnie, tylko w lepszym stanie. Nic dziwnego, bo Grodno jest dosłownie rzut kamienień od Tykocina.
Następnie wycieczką udajmy się w kierunku kościoła św. Trójcy- obecnie remontowanym. W między czasie supraski przewodnik opowiadał nam jakże bogatą i ciekawą historię tego małego miasteczka.
Jak się okazuje na tych terenach kręcono filmy takie jak “U pana boga za piecem” czy serial “Blondynka”. O ile pierwszy film kojarzę całkiem dobrze, to z wyżej wymienionego serialu nie obejrzałam nawet jednego odcinka. Nie zmienia to jednak faktu, że w Tykocinie czy Supraślu są pozostałością po typowej polskiej architekturze, która w innych miasteczkach nie zachowała się tak dobrze jak tutaj na Podlasiu właśnie. Klimat tych małych miasteczek jest iście magiczny i nostalgiczny.
Po tykocińskim spacerze udaliśmy się do stolicy województwa podlaskiego. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Pałacu Branickich i ogrodów, następnie udajemy się w kierunku Bazyliki archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który daje początek nowo powstałej starówce.
Tutaj mamy czas dla siebie i zahaczamy o restaurację Tygiel, gdzie spędzamy całe 50 minut czasu wolnego. Zamawiamy soljankę i draniki indycze.
Przed 16:00 dołączamy ponownie do wycieczki aby udać się do katedralna cerkwi św. Mikołaja Cudotwórcy, który znajduje się tuż za ratuszem na starówce. Mnie jednak nie pociągają takie miejsca w żaden sposób. Świadczy to raczej o przynależności religijnej i osobistych przekonań- nie czuję potrzeby, aby odwiedzać tego typu miejsca, o czym się przekonałam już dwa dni późnej… Ulicykami wędrujemy przez Białystok. Zahaczamy o pomnik Żydowski i Aleję Jazzową.
Przed zmrokiem docieramy do trzygwiazdkowego hotelu Supraśl w Supraślu. Basen, kolacja, odpoczynek- takie wycieczkowe sprawy odfajkowane, więc po 21:00 wybieramy się już tylko we dwójkę na nocny obchód miasteczka. Oświetlone ulice, oświetlone kościoły i zabytki. Jest jasno i bezpiecznie, a z tego co słyszeliśmy, to bezpiecznie jest nawet bardzo :)
Sobota
Po hotelowym śniadaniu ruszamy w kierunku Hajnówki Puszczy Białowieskiej, w której ostatnim razem byłam 9 lat temu.
W Hajnówce oglądamy sobór – Parafię prawosławną pw. Świętej Trójcy, w której nie można robić zdjęć.
W puszczy zmieniło się bardzo wiele przez ten czas, ale nie zmienia to faktu- jest to przereklamowane miejsce dla rodzin z dziećmi i zagranicznych turystów. A ceny- jak najbardziej są dla zagranicznych turystów. Zwierząt trzymanych za siatką nie ma zbyt wiele: kilka żubrów, ryś żbik, krzyżówka żubra z krową, koniki polskie, dziki…
Następnie jedziemy autokarem do Białowieży, robimy rundkę dookoła wsi, przewodnik opowiada carską historię z żubrami w tle. Robimy sobie 50-minutową przerwę na białowieski obiad- placki ziemniaczane, pielmieni, zupa z opieńków- a do tego Żubr i najlepszy bimber na Podlasiu po którym zwiedzanie Białowieża od razu wygląda lepiej :)
Prowadzeni przez przewodnika zwiedzamy jeszcze inną część Parku Białowieskiego oraz Szlak Dębów Królewskich i Książąt Litewskich – Park Dendrologiczny z dębami (szlak wiedzie przez las z molem nad grząskim terenem) – niemalże tak samo starymi jak w naszym nidzickim rezerwacie Koniuszanka II. Spacerujemy przez las rozmawiając z mieszkańcem Sierpca o Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, do którego wybierzemy się przy najbliższej okazji :)
Po całym dniu leśnych przygód wracamy padnięci do hotelu, gdzie wraz z kolacją zaczyna się impreza z didżejem do późna ;)
Niedziela
Po śniadaniu ruszamy do arboretum w Kopnej Górze i Silvarium w Potoczku. Znalazłam tutaj książkę o kuchni białoruskiej autorstwa Andrzeja Fiedoruka. Znalazłam w niej genezę kuchni białoruskiej, wiele przepisów kuchni kresowej i przede wszystkim potwierdzenie, że przysmaki białoruskie mają swoje korzenie w miejscu, z którego pochodzą i od ludzi, którzy je tworzyli na przestrzeni kilkuset lat. Wyjeżdżając do Grodna nie znalazłam wielu informacji na temat kuchni białoruskiej, a w tej książce oprócz opisów mam przepisy na draniki, kołduny, barszcze, zupy i inne niesamowite przysmaki, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.
Arboretum w Kopnej Górze
Pomnik powstańców 1831r.
Po wizycie w Arboretum i Silvarium udaliśmy się do Kruszynian, gdzie mieszka niezwykła społeczność.
W Kruszynianach mieszkają od 400 lat Tatarzy. Obecnie są to polscy Tatarzy. Jeden z nich opowiadał nam historię przybycia swoich przodków na te ziemie. Była to niezwykła historia przeplatana żartami z życia wziętymi. Opowiadał o tym, jakimi są muzułmanami, jak żyją, jak mieszkają, jak wygląda ich codzienne życie i jak wiele świąt w roku obchodzą :)
Pokazał nam muzułmański cmentarz, na którym najstarszy grób opisany jest liczbą 1699- to chyba wszystko mówi :) Od cmentarza do granicy białoruskiej po linii prostej są tylko 3 km.
Udajemy się na obiad tatarski przygotowany przez Dżannetę Bogdanowicz, która opowiada o swojej tatarskiej rodzinie, tatarskim jedzeniu a przede wszystkim o tatarskiej gościnności. Kosztujemy zupy łapsza i placka belysz. Do tego kawa i herbata. Belysz to placek z ryżem mięsem 2 godziny pieczony w garnku. Łapsza to zupa podobna do leczo, lecz z rosołem i drobnymi kawałkami mięsa. Kawa z kardamonem, a herbata z miętą. I po takim tatarskim zwiedzaniu wracamy do domu…
Kruszyniany to ostoja Tatarów, ale też ich dom. Pomimo, że to wciąż Polska to w zasadzie podczas tej niedługiej podróży przenieśliśmy się w czasie i przestrzeni. Aż nie chce się wierzyć, że są to nasi bliscy sąsiedzi zza płotu mazurskiego o których tak niewiele wiemy, dlatego tym bardziej warto wybrać się tutaj i zobaczyć jakie bogactwo kulturowe mają nasi podlascy sąsiedzi.
Mapa Podlasia: Tykocin, Białystok, Supraśl, Hajnówka, Białowieża, Kruszyniany
Region, który odwiedziliśmy, to zakątek czterech kultur- różnych społeczności- czterech religii i czterech kuchni. Na bogato i skromnie, smacznie i mdło, blisko przyrody czy w głębi lasu, to barwny i ciekawy zakątek Polski, który przyciąga w te strony Polaków, którzy widzieli już prawie wszystko. Ale jednak nie- na Podlasiu okazuje się, że jeszcze wszystkiego nie widziałam :)
Carski przystanek w Białowieży

Dodaj komentarz