SZTOKHOLM 2018

W tym roku mija 10 lat odkąd ostatni raz płynęłam promem przecinając Morze Śródziemne, więc gdy nadarzyła się okazja popłynięcia do Sztokholmu, nie trzeba mnie było długo namawiać. Co prawda zwiedzanie trzech miast (Gniew, Sztokholm, Gdańsk) było tylko dodatkiem do wycieczki właściwej, czyli integracyjnej, to było całkiem sympatycznie, miło, śmiesznie, głośno…:

Dowiedziałam się, że choroba, która mnie dopadła to nie choroba lokomocyjna, lecz wycieczkowa. – Grupa nie była wielka, lecz szłam w tłumie, który zasłaniał połowę zabytków. – Wyborowy nastrój udzielał się uczestnikom wycieczki do tego stopnia, że nie słyszałam nawet połowy z monologu przewodników. – Tak właśnie wygląda zwiedzanie w grupie, ale do tego czułam się bezpiecznie wśród tylu “swoich” osób, z przewodnikami, zamówionymi obiadami i śniadaniami, z góry opłaconymi przez przesympatyczną organizatorkę, atrakcjami. I do tego cena- bo podobno w grupie taniej :)

Dzień 1 – Gniew!

Wyjazd o 7 rano, z kilkoma dłuższymi postojami po prawie 5 godzinach nieprzerwanej imprezy docieramy do miasta numer jeden na naszej liście- Gniewu. Kierowca autokaru dowiózł nas wszystkich całych i … prawie zdrowych i prawie na miejsce- bo dojazd do zamku utrudnił procesja z okazji Bożego Ciała, która odbywała się w okolicach zamku. Bez pardonu wysiedliśmy masowo z autokaru przemykając po cichu przez tłumy ludzi, który szli w przeciwnym kierunku.

Zamek w Gniewie

Przewodnik już na nas czekał. Zwiedzanie zaczęliśmy od kaplicy znajdującej się na drugim poziomie zamkowym, gdzie w spokoju, chłodzie i prawie ciszy odpoczywaliśmy po trudach przebytej odległości… Jedynie przewodnik mówił coś na temat historii zamku krzyżackiego. Gd odwracał się do nas plecami – jego słowa odbijały się od ściany, a bliżej nierozpoznany dźwięk wędrował w nieznanym kierunku- bynajmniej- nie do moich uszu.

W następnej kolejności udaliśmy się do sali tortur wchodząc wieżą pod którą niegdyś płynęła Wisła. W przedsionku wieży znajduje się plejada zdjęć z osiągnięć obecnych Gniewczan, i tego chyba najbardziej znanego – byłego burmistrza Gniewu, któremu rękę uścisnęła (nie bez powodu) sama Królowa Elżbieta II. Myślę, że sama Meghan Markle nigdy nie zostanie obdarzona takim ciepłym, pełnym szacunku uściskiem co nas rodowity Polak.

Sala tortur- to miejsce, gdzie można było się spokojnie (a nawet powoli) dosłownie i w przenośni – rozerwać. Ciemnia dodawał nastroju jak z horroru, swąd wilgoci budził obecnych (którzy się jeszcze nie obudzili), a historie związane z urządzeniami do torturowania przewracały w żołądku nie jedno śniadanie (jak nie kolacje).

Przeszliśmy się jeszcze korytarzami zamkowymi i zajrzeliśmy do muzeum II Wojny Światowej, który wyglądał jak składzik mojego dziadka z przedmiotami znalezionymi na polu rolnym.

Obchód zakończyliśmy popisowym wystrzelaniem z armaty i udaliśmy się na godzinny odpoczynek pod parasolki na kiełbaskę i piwo. I popołudniem w sennych nastrojach ruszyliśmy w kierunku morza…

Westerplatte

Do portu dojechaliśmy ze sporym zapasem czasu, który akurat my spędziliśmy na plaży  niedaleko portu. Woda była koszmarnie zimna, więc nie zostało mi nic innego jak oddać się swojemu ulubionemu zajęciu- czyli konkursami :) Bo… Dzień bez konkursów to dzień stracony :)

Inni wycieczkowicze z naszej grupy udali się na spacery promenadą w kierunku pomnika na wzgórzu Westerplatte.

Prom

… odpływał punkt 18:00. Po 17 spotkaliśmy się przed budynkiem terminalu promowego Polferries z naszą panią przewodniczką, z którą popłynęliśmy na drugą stronę Bałtyku. Uzyskaliśmy szereg cennych informacji i porad dotyczących zakwaterowania, kolacji, atrakcji na promie, kupna alkoholu, zwiedzania Sztokholmu, sieci komórkowych itd. i otrzymaliśmy bilety wejściowe na prom, które był również kluczami do kabin sypialnych bez okienka :( Do Nynäshamn popłynęliśmy (i wróciliśmy) promem WAWEL.

Po zakwaterowaniu się w kabinie. Pokoje-kabiny, w których zostaliśmy zakwaterowani wyglądały tak samo i znajdowały się w niewielkiej odległości od siebie a tym samym poziomie. Osoby, które zdecydowały się tak jak my na dopłacenie 50 zł do kabiny dwuosobowej otrzymały normalną 4-osobową kabinę – z czterema oddzielnymi łóżkami.  Dla naszej dwójki było całkiem ciasno, mało przestrzeni, tycia łazienka. Warto było dopłacić. W kabinie pomiędzy blaszanymi płytami powtykane były gumy / chusteczki. Nie trudno było się domyśleć, że zostały one tam umieszczone w celu zniwelowania niechcianych pisków poruszających się elementów podczas rejsu niespokojnym morzem. Wewnątrz kabiny znajdowała się drabinka do wchodzenia na wyżej znajdujące się łóżka, sznurek do przetrzymywania ciężkich drzwi, gdyby w środku zrobiło się zbyt duszno. Na szczęście nawiew działał jak należy.

O 19:00 udaliśmy się na kolację, która niespecjalnie przypadła do gustu moim kubkom smakowym. O ile żurek był spoko drugi danie przygotowane na dwóję na szynach. Ciepłe burki, rolada jakby odgrzewana w mikrofali, ciepły-słodki sos nie pasował do całości. Jedynie ziemniaki były świeżo gotowane. Zostaliśmy raczeni jeszcze deserem, ale… nie pamiętam już co dostaliśmy… Dawno się tak nie zawiodłam na jedzenie w restauracji. Jeśli takie tanie żarcie przygotowują dla grup, to ja dziękuję… Nie zjadłam nawet połowy z tych podanych smakołyków. Kiełbaska z Gniewu musiała mi wystarczyć do rana.

Wieczorem wybraliśmy się na zwiedzanie, zrobić kilka fotek z górnego pokładu, zobaczyć w co warto się zaopatrzy z sklepie z perfumami i alkoholem. Ostatecznie noc, aż do 3 nad ranem spędziliśmy w dyskotece pamiętającej czasy pierwszego rejsu promem WAWEL. Repertuar wybrany całkiem stosownie do kołyszącego się na falach statku- raz szybko, raz wolnej- w takim rytmie wytrzymaliśmy do końca.

Dzień 2 – Sztokholm!

Poranek na promie

Po kilki godzinach nieprzerwanego snu, po godzinie 8:00 udaliśmy się na śniadanie serwowane na promie. Przekąski i dodatki, które były serwowane na stole szwedzkim zdecydowanie trzymały wyższy poziom w porównaniu do wczorajszej, beznadziejnej kolacji. Co prawda wybór pieczywa był słaby, a naleśniki chyba smażone kilka dni wcześniej, to jajecznika, parówki, płatki, spory wybór serów i wędlin, warzyw, całkiem niezła kawa- takie śniadanie mogłabym jeść choćby codziennie.

Po śniadaniu wybraliśmy się do sklepu, gdzie zaopatrzyliśmy się w pierwszą porcję alkoholu. Czas do 12:00 spędziliśmy na głównym pokładzie podziwiając fiordy, wysepki i ciesząc się z pięknej, skandynawskie pogody.

Punkt 12:00, z lunchboxami, wysiedliśmy z promu i autobusem udaliśmy się na zwiedzanie stolicy Szwecji.

Sztokholm

 

Sztokholm – Paryż Północy

Wieczór na promie

 

Dzień 3 – Gdańsk!

 

Powrót do Polski
Złota Rybka melduje się na lądzie :D Dyplom przepłynięcia 560 mil morskich oraz bilety-klucze do kabin.

 

 

Dodaj komentarz